* Zaloguj się   * Zarejestruj się


Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 
 Temat postu: Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2
PostWysłany: Śro Gru 26, 2018 2:50 pm 
Offline

Rejestracja: Nie Sty 12, 2014 6:12 pm
Posty: 341
Późnym wieczorem, 30 listopada, zabrawszy ze sobą lornetkę 10/50, udałem się w kierunku wioski Zbereże, to jest przy granicy z Ukrainą, aby złowić kilka galaktyk w Wielorybie, a później zawalczyć z mgławicą IC 2118, znaną szerzej jako Głowa Czarownicy. Pamiętałem jednak, że w Zbereżu świeci jednostka straży granicznej, więc skręciłem nieco wcześniej, do wioski Wołczyny. Nie ugrałem jednak nic z tamtych urodzajnych, pod względem obserwacji, miejsc - zostałem bowiem natychmiast odprawiony przez niezwykle czujną straż graniczną. Powiedzieli, że to tereny przygraniczne i powinienem był to zgłosić wcześniej. Sprawdzili bagażnik, ale znaleźli w nim tylko mój stary fotel. Następnie wzięli dokumenty i udali się do swojego samochodu. Czekałem bardzo długo, żegnając się powoli z Wielorybem i zastanawiając się, czy może się zdrzemnąć, ale w końcu przyszli i oznajmili, że nie ma zgody na to, abym tu pozostał. „Niech, pan, sobie jedzie gdzie indziej”, rzekł jeden z nich. No to odjechałem.

Wydostałem się na główną szosę i ruszyłem w drogę powrotną, jednak już po kilku kilometrach zatrzymałem się przy małym zajeździe, gdzie była jakaś altanka. Chciałem zdążyć na tego Wieloryba, rozumiecie, no więc ustawiłem samochód przy szosie tak, że miałem go po lewej stronie okna, we wnęce między drzewami nad asfaltówką. Fart- nie fart. Było tam dość mroczno, szosa przez wiele kilometrów przecina lasy. Tylko raz przejechał jakiś samochód. Uchyliłem szybę i wypatrzyłem lornetką kontury Wieloryba. Chodziło mi głównie o cztery jasne gwiazdy, układające się w czworokąt: Baten Kaitos, Al Naymat I, Al Naymat II oraz Dheneb. Po kilkunastu minutach walki, udało mi się wyłuskać niezwykle słabe światełko galaktyki NGC 584, znajdującej się odrobinę na północny wschód od gwiazdy Al Naymat I. Jej jasność to 10.5mag, więc to już niemal kres możliwości lornetki 10/50. Uznaję ją za wyłapaną tylko dlatego, że pomimo ekstremalnej widoczności, pojawiała się wielokrotnie w tym samym miejscu, jako cholernie słaby ślad na granicy dostrzegania. Zaraz obok jest NGC 596, jednak ta galaktyka, o jasności 10.9mag, okazała się dalece poza zasięgiem.

Wróciłem do Włodawy, przeciąłem miasto i podjadając resztki czipsów, które zabrałem ze sobą, udałem się w przeciwną stronę, około 20 kilometrów na północny zachód. Wkrótce znalazłem się na odcinku pustej, [prawie] nie uczęszczanej asfaltówki, z dala od okolicznych wiosek pogrążonych w ciemnościach i skręciłem na pole po skoszonej kukurydzy. Współczynnik "Ratio" na mapie zaświetlenia, wynosi tu ponad 0.11, a więc różnica pomiędzy Zbereżem, najlepszym pod tym względem miejscem na Lubelszczyźnie (Ratio 0.093), a tym bardziej Wołczynami (ponad 0.10), jest w zasadzie nieznaczna - i chyba nawet niezauważalna. Początkowo byłem trochę zawiedziony, nie skorzystawszy z nieba nad Bugiem, ale ostatecznie, jadąc do tamtej wsi, chciałem chyba tylko zaspokoić swoją podświadomość. Obie miejscówki dzieliło prawie 40 kilometrów jazdy.
Na ziemi walały się łodygi kukurydzy, które w mroku wyglądały trochę jak kości. Nad głową był rój gwiazd. Wielki Pies zdawał się niemal stąpać po polu. Gwiazdy świeciły dość nisko, a gdy popatrzyłem przez lornetkę pod Wielkim Psem, przesuwając na Rufę i Gołębia, zauważyłem, że niektóre z nich prawie ślizgały się po horyzoncie. Przejrzystość musiała być dość niezła. Rozejrzałem się dookoła. Było tutaj naprawdę ciemno, miejsce sprawiało świetne wrażenie. Daleko na południu widać było wieżę - dwa czerwone światełka. Kilkaset metrów na zachód świeciło małe, żółte okno. Dom na farmie. Zastanawiałem się, co też mogą robić teraz mieszkający tam ludzie. Jakieś światełko, jakby częściowo przysłonięte, świeciło również na wschodzie. I to tyle. Jeśli chodzi zaś o łuny, to były one znikome, właściwie w żadnym kierunku nie było widać poważniejszych źródeł cywilizacji. Nawet nie byłem pewny, gdzie jest Włodawa. Jedynie na południowym zachodzie świeciła dość spora, ale za to słaba i mocno rozproszona łuna, którą widywałem już chyba niejednokrotnie z innej miejscówki, oddalonej o jakieś 10 kilometrów w linii prostej w przeciwną stronę do łuny. Jak sprawdziłem później, mniej więcej w kierunku, gdzie była łuna, znajdował się już sam Lublin, oddalony o ponad sześćdziesiąt kilometrów.

Wieloryb nurkował w otchłani, schodząc coraz niżej, więc próbowałem jeszcze zawalczyć z jego galaktykami, ale nic z tego nie wyszło. Wiał dość silny wiatr i miałem poważne kłopoty ze skupieniem. W niedalekiej okolicy galaktyki NGC 1052, której nie udało mi się ostatecznie dostrzec, wycelowałem w pewne przypadkowe miejsce na niebie i zobaczyłem bardzo jasną kulę światła. Wówczas nie miałem pojęcia o tym, że jest tam kometa, toteż mocno się zdziwiłem, gdy zobaczyłem tak jasny obiekt, a chwilę później ujrzałem kometę gołym okiem. To było moje pierwsze spotkanie z 46/P Wirtanen.
Przez wiele minut próbowałem również wypatrzeć NGC 1055, która powinna być zaraz pod parką słońc i nieco na północny zachód od Messier 77, lecz galaktyka ta nie dawała żadnego znaku swego istnienia. Natomiast M77 była widoczna z łatwością, jako jasny, mglisty obiekt o niezbyt dużych rozmiarach.
W pewnym momencie skierowałem dwururkę na Zająca. Gromada kulista M79 była bardzo łatwym celem i jeśli chodzi o 10/50, nie widziałem jej jak dotąd tak wyraźnie. Nigdy wcześniej też nie widziałem chyba tak wielu gwiazd w jej sąsiedztwie. Przeskoczyłem następnie do Pasa Oriona i zobaczyłem przyklejoną do Alnitaka, po stronie północno wschodniej, świetlistą poświatę mgławicy Płomień. Na środku rozdzielał ją niezwykle łatwy i ciemny przedziałek. Wielka mgławica w Orionie, poniżej, była niesamowita. Tuż nad nią widać było oczywiste, połyskujące mgławice NGC 1973-75-77. Następnie odszukałem gołym okiem M31 i zaraz potem dostrzegłem też z łatwością M33, niemniej obie galaktyki dzieliła przepaść pod względem widoczności.

Upłynęło sporo czasu, choć teraz już nie pamiętam na czym dokładnie, bo nagranie w tym miejscu milczy. Raz czy dwa, rzuciłem jakieś przekleństwa na parującą optykę. Niemniej musiałem już wtedy przyglądać się od pewnego czasu miejscu na zachód od gwiazdy Rigel (ß Ori) i dostrzegać coś, czego nigdy wcześniej tam nie widziałem. Przytoczę w tym miejscu oryginalną reakcję, która się nagrała. Wykropkowałem tylko niestosowne zwroty:

"Ja pie......lę, nie wierzę! Nie wierzę, k.....a, że to czarownica. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Ha, ha, ha! Nie wierzę!"


Istotnie, nie uwierzyłem. Ale taka była reakcja, jakkolwiek żałośnie ona brzmi. Śmiałem się sam do siebie, jak szaleniec, siedząc w starym fotelu, w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc, podczas gdy wiatr gnał donikąd, a światełko w oknie domu na farmie wciąż się paliło, przypominając, że tu, niedaleko, żyją jacyś ludzie. Tylko z czego ja się tak cieszyłem? Gapiłem się w pozornie pusty skrawek nieba, uśmiechnięty, jak największy introwertyk na świecie, bo, jak mi się wydawało, zobaczyłem pojaśnienie. Ponadto, gdy dotrę do domu, pokonam łącznie jakieś sto kilometrów. Niemniej jednak coś było na rzeczy i wyglądało jak pionowa, podłużna, owalna poświata, za którą niebo po stronie zachodniej było, jakby nieco ciemniejsze. Pamiętam, że co chwilę miałem kłopoty z parowaniem, niemniej wiedziałem jak wygląda światło, które pochodzi z kosmosu, a jak mgiełka od zaparowanej optyki. Chyba każdy, kto obserwuje niebo już jakiś czas, przyzna, że nie trudno to odgadnąć.

W pewnym momencie podniosłem z ziemi zeschłą łodygę kukurydzy i wyciągnąłem ją w kierunku gwiazdy Rigel, na długość ramienia, próbując ugasić jego blask. Gałązka na tle nieba przypominała jakiegoś smoka. Miał on długą, cienką szyję, małą rozczochraną główkę, z której wystawały cztery kosmyki włosów do tyłu, oraz wąski pysk, zakończony niewielkim zgrubieniem. Z pyska wystawał cieniutki, maleńki języczek. Istotnie smok przysłaniał Rigela, lekko go przygasając. Niemniej jednak nie było to coś, co zdawało się wpływać na subtelny ślad, jaki pojawiał się od czasu do czasu po zachodniej stronie, w okolicy pewnego ogonka gwiazd około 10-11 wielkości - oprócz jednej, która ma 8.2mag. Niestety trzymanie łodygi w jednej, a lornetki w drugiej ręce, było okropnie niewygodne i frustrujące, toteż odrzuciłem gałązkę na pole. Maleńkie smoki, całe mnóstwo. Albo kości, jakby dawno temu padł tutaj jakiś legion. Lornetka co chwilę parowała, ale kiedy tylko gwiazdy przestawały generować okrągłą, mglistą otoczkę, wracałem do miejsca za Rigelem i zmagając się z wiatrem, niekiedy ze łzami w oczach (od wiatru, nie ze wzruszenia), momentami widziałem, jak w lornetce ukazywała się jakby pionowa, słaba poświata, zaś po stronie zachodniej, nieco ciemniejsze tło nieba. Od strony wschodniej nie zapamiętałem żadnego gradientu jasności. Być może utrudniał to Rigel. Ale czy ta poświata w ogóle tam była?

Jakiś czas później zobaczyłem, że niebo na wschodzie robi się jaśniejsze. Wstawał Księżyc. Przekląłem go z rozczarowaniem. Wówczas pojawiły się światła w oddali, zbliżał się jakiś samochód. Jechał bardzo powoli, co pewien czas zatrzymując się na kilka minut. Gdy zatrzymał się jakieś trzysta metrów ode mnie, wsiadłem do samochodu i patrzyłem przez lornetkę. W kadrze widać było tylko dwa jaskrawe, owadzie oczy samochodu, które unosiły się w matowej czerni i mogły być reflektorami jakiegoś dość nowego Audi. Samochód ruszył. Gdy dotarł na wysokość miejsca, gdzie stałem, kilkadziesiąt metrów od szosy, stało się to, czego się obawiałem. Samochód zwolnił i zatrzymał się. Oparłszy się o dach swojego samochodu, spojrzałem lornetką, ale niczego nie zobaczyłem. W miejscu szyby kierowcy, było zupełnie ciemno. Byłem przekonany, że za chwilę skręci na pole - znów wyjdę przed kimś na skończonego dziwaka - ale po chwili ruszył i odjechał. Księżyc zaczął filować, więc wkrótce i ja opuściłem to odludne miejsce.

To chyba pierwszy raz, kiedy byłem [prawie] przekonany, że widzę Głowę Wiedźmy. Jednakże wobec tylu porażek - nie tylko moich, ale i innych obserwatorów - nie byłoby słusznym uznawać obiekt za dostrzeżony na podstawie tylko jednego wrażenia. Nie da się także ukryć, że obserwacje potraktowałem trochę po macoszemu. Wiatr i zimno często krzyżują nam plany. Wiedziałem wszakże jedno: często to właśnie wtedy warunki są odpowiednie i można spotkać rzeczy oraz anomalie, których nie widać w zwykłe noce, podczas przeciętnej przejrzystości. Może wtedy właśnie były? Czekam już wiele dni. Sprawdzam, wypatruję gwiazd za oknem, aby być gotów i kiedy nadarzy się sposobność, znów wyruszyć na polowanie.


PS. Zapomniałem wspomnieć o Pętli Barnarda. Pamiętam, że patrzyłem w jej okolice przez krótką chwilę i widziałem dość sporą połać jaśniejszego, nieco zmętnionego nieba w miejscu, gdzie powinna się znajdować. Pamiętam jak minąłem M78 i widziałem także chyba gromadę NGC 2112, niestety patrząc z ręki, obiekt tak słaby i mały był tylko na zasadzie - może to i to. Natomiast pierwsze "polowanie" było prawie cztery lata temu.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2
PostWysłany: Czw Gru 27, 2018 7:58 am 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Pon Paź 21, 2013 4:11 pm
Posty: 2195
Miejscowość: Olkusz
Jak zwykle świetna relacja. Zazdroszczę upolowanej Wiedźmy i Pętli i pogody, bo u mnie cały grudzień jest fatalny :?

_________________
Taurus 13"
ED80
Myriad XWA 9, APM XWA 13, ES 20 - 100°
ES 30
UHC 2" OIII 2", H-beta 2"
Nikon EX 10x50,


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2
PostWysłany: Czw Gru 27, 2018 12:09 pm 
Offline

Rejestracja: Nie Sty 12, 2014 6:12 pm
Posty: 341
Dzięki:) A pogody nie ma co zazdrościć, bo u mnie też cały miesiąc śnieg i chmury. Opis dotyczy 30 listopada. W grudniu chyba tylko ósmego widziałem kometę i to przez okno. A w te Wiedźmę, to ja wcale nie wierzę:D Muszę zobaczyć to znowu i przekonać się więcej niż jeden raz. Jeśli to była ona, to jeszcze się kiedyś ukaże podczas super przejrzystości.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2
PostWysłany: Czw Gru 27, 2018 1:24 pm 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: Pon Paź 21, 2013 4:11 pm
Posty: 2195
Miejscowość: Olkusz
No to zmienia postać rzeczy i wszak pisze jak wół z kiedy obserwacja :lol:
Jakiego dyktafonu używasz, bo jak rozumiem nagrywasz obserwacje?

_________________
Taurus 13"
ED80
Myriad XWA 9, APM XWA 13, ES 20 - 100°
ES 30
UHC 2" OIII 2", H-beta 2"
Nikon EX 10x50,


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Ślad Wiedźmy, czyli polowanie na czarownicę 2
PostWysłany: Czw Gru 27, 2018 9:41 pm 
Offline

Rejestracja: Nie Sty 12, 2014 6:12 pm
Posty: 341
Tak, nagrywam, ale nie zawsze. Używam coś takiego: https://allegro.pl/profesjonalny-dyktaf ... 89702.html


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 5 posty(ów) ] 


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group